środa, 22 sierpnia 2012

Szałwia...

Zdecydowanie mogę zaliczyć własne życie do niezwykle udanego i a przede wszystkim ciekawego. Ktoś pomyślałaby,że niczym Fileas Fogg okrążam świat dookoła...nic bardziej mylnego.Oczywiście uwielbiam podróże i związane z nimi radości, ale prawda jest taka, że nie robię tego na co dzień.
A jednak niemal codziennie spotykają mnie przeróżne przyjemności, czy ciekawe doświadczenia.

Podczas obecnych wakacji miałam przyjemność poznać pewną rodzinę, pochodząca z Jordanii.


Za pierwszym razem kiedy byłam u nich poczułam bardzo przyjemny zapach w kuchni, ale pomyślałam, że to zapewne mieszanka przypraw z tamtego regionu( co również stanowi silny punkt moich zainteresowań kulinarnych).
Początkowo nie pytałam...ale kiedy moja znajoma zaparzyła herbatę..woń  naparu zaczarowała mnie...
Kiedy wzięłam pierwszy łyk herbaty, wiedziałam, że oto zrodziła się moja nowa miłość. Oczywiście zaraz zapytałam,czego wspaniałego dodano do herbaty..i odpowiedź była prozaiczna :SZAŁWIA!!


Dla mnie szałwia do tej pory istniała w postaci ziół w saszetce, używanej głównie przy infekcjach gardła lub przy jakiś stanach zapalnych dziąseł. No i w żaden sposób ten smak herbaty nie przypominał saszetkowego naparu!

Po chwili już wiedziałam dlaczego! Szałwia, którą w wielkim worku foliowym przechowywała moja znajoma-była przywieziona prosto z Jordanii.Jest ona uprawiana w tamtejszych górach,których specyficzny klimat powoduje, że jest ona tak pyszna!!



 Dowiedziałam się,że doskonale pomaga na prace jelit,łagodzi wszelkie dolegliwości żołądka i jest bardzo skuteczna dla kobiet w okresie menopauzy( a jednak nie tylko podróże kształcą:))

Dostałam małą torebkę suszonej szałwi i za każdym razem kiedy juz mam wrzucić maleńka gałązkę do czajniczka,obwąchuję jej cudowne listki, które nawet ususzone - w dotyku są atłasowe...a potem to tylko łyk za łykiem...do dna!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza