sobota, 25 sierpnia 2012

Uliczna niespodzianka...

Nareszcie przyszła sobota-dzień, który od rana do wieczora spędzamy rodzinnie.
Dzisiaj,poza błogim przeciągnięciem snu do godziny dziewiątej i wpisanym w stały grafik, sprzątaniem-wybraliśmy się na basen. Prawdę mówiąc, to ja z Szymkiem miałam poszwędać się tu i tam (tu sklep z ciuchami, tam księgarnia).
Zostałam jednak przekonana przez pozostałą część rodziny (skutecznie odwołano się do mojego sumienia) do wspólnego pobytu na basenie.
Poszłam! Kiedy już trzeba było wchodzić do wody-Szymek zrezygnował!
Musiałam z nim siedzieć na trybunach, ale miło patrzeć jak Dzieciaki uczą się pływać z Tatą.
Wyciągnęłam aparat i pstryk, pstryk robię zdjęcia-a niech będzie pamiątka.
Podchodzi do mnie ratownik i pyta, czy podpisałam formularz pozwalający na fotografowanie. Wiadomo, że nie. Bo niby skąd miałam wiedzieć? Ale za chwilę podpisałam jeszcze legitymując się kartą debetową.
Chciałam zrobić z bliska zdjęcia i jak tylko zeszłam z trybun i postawiłam pierwsze kroki przy basenie-słyszę, że nie można tutaj chodzić.Wróciłam na krzesełko zrezygnowana.
I jakoś minęła godzina.

W drodze powrotnej do domu natknęłam się na teatr uliczny. Bardzo lubię. Temat przedstawienia mocno angielski (w końcu to Anglia): "Robin Hood i Olbrzym"-muszę powiedzieć, że spektakl dość zabawny. Nawet padający deszcz nie odgonił publiczności. 














 Była i piosenka końcowa i parada aktorów...szkoda, że nie szli do mojego domu-miałabym wesołe towarzystwo!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza