środa, 12 lutego 2014

Poczytaj mi, mamo...jak pięknie to brzmi...





Bardzo miłym dźwiękiem dla mojego ucha jest padająca prośba- pytanie dotycząca wieczornego (choć nietylko) czytania . " Poczytaj mi, proszę"-sprawia, że choćbym wcześniej zaplanowała, że właśnie tego wieczoru czytać nie będę, czy nie mogę...to i tak  ląduje na sofie w towarzystwie przemiłym z jakąś książką na kolanach...
Zatem jest moc w "poczytaj mi, mamo" i pewnie też NASZA KSIĘGARNIA, postanowiła wiele lat temu zatytułować tak serię książeczek dla dzieci. Pamiętam ich większość z własnego domu,kiedy w latach kryzysu, mama co jakiś czas dokładała nowo zakupiony egzemplarz na moją i mojej siostry półkę z książkami.

Dlatego też,kiedy wydawnictwo z okazji swojego 90-lecia istnienia postanowiło wydać, czy też raczej odświeżyć ów serię..ucieszyłam się bardzo.

 
Zakupiłam pierwszy tom i nie  byłam pewna, jak przyjmie go mój pięciolatek... Szymon złapał bakcyla i mamy w biblioteczce domowej wszystkie-do tej pory wydane tomy. Pierwsze trzy przeczytane wielokrotnie...a świeżutki czwarty właśnie zaczęliśmy czytać...


 Bardzo przeamawiające są historie, z którymi dziecko może się utożsamiać, choćby sprawa poszukiwania przyjaciela na podwórku, wstydliwość, samotność w trakcie chorowania, czy inne sytuacje, które tak często przytrafiają się dzieciom...



Dla mnie niezwykłym atutem są ilustracje...magiczne, odkrywające świat barw i rozbudzające wyobraźnię dziecka...
Można tam spotkać się z Kotem Filemonem,czy Stefkiem Burczymuchą a także z Piernikowym Rycerzem, czy zaprzyjaźnić się z Parasolem...

Jak dla mnie ta seria wydawnicza to jeden z najbardziej uniwersalnych prezentów książkowych, który można sprawić swoim dzieciom, siostrzeńcom, bratankom, dzieciom przyjaciół...różnorodność zawartych tam historii zawsze znajdzie słuchacza...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza