sobota, 4 maja 2013

Cristiada...

Lubię chodzić do kina... a że przez ostatnie lata mam ku temu mniej okazji,to tym bardziej starannie próbuję dobierać repertuar.

Całkiem niedawno, pojechałam w odwiedziny do Polski...tym razem sama...bez męża i dzieci. Przyznam, że to zupełnie nowe dla mnie doświadczenie, ale bardzo potrzebne i odświeżające...Przed wyjazdem obiecałam sobie, że pójde chociaż na jeden film do kina...

I poszłam, na Cristiadę...film, którego boi się pół świata.




Żeby zrozumieć, dlaczego ta najdroższa produkcja w historii meksykańskiego kina, z doskonałą obsadą i grą aktorów, bojkotowna jest przez największych  dystrybutorów, nie tylko meksykańskich, ale i europejskich...to należy poznać treść filmu i zestawić go z sytuacja polityczną Meksyku i z panującą poprawnością polityczną Europy.

Film opowiada o katolickim powstaniu chłopskim, które wybuchło w 1926 roku w obronie wolności religijnej.Przerwane dopiero w 1938 roku przez podpisanie porozumienia między "cristeros" a rządem.

Film poruszył mnie dogłębnie... po wielu mdłych, wcześniej oglądanych mega produkcjach, nareszcie poczułam, że ktoś opowiada piękną, ważną i prawdziwą historię..historię tego, że wolność jest prawem podstawowym i bezcennym, za które warto oddać życie!
Nie zabrałam ze sobą chusteczek, więc mój sweter w połowie był zwilgotniały od łez...bo jak nie płakać, kiedy mowa o honorze, prawdzie i odwadze...i miłości wiernej do Boga i ludzi...

Jedno wiem na pewno, Cristiada, będzie jednym z tych filmów w moim domu, bez którego wychowanie dzieci się nie obędzie...







 Naprawdę polecam!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza